-

Andrzej-z-Gdanska

Mieczysław Jałowiecki – ciąg dalszy i „prywata” na 225-lecie CONRADINUM

Zainteresowałem moimi notkami o Mieczysławie Jałowieckim kilka osób, m. in. znajomego, który po przeczytaniu ich, dość entuzjastycznie odniósł się do idei upamiętnienia Jałowieckiego pomnikiem. Wspomniał, że Stowarzyszenie „Nasz Gdańsk” organizuje konferencję na temat Westerplatte i na niej można by tę sprawę poruszyć. Po kilku dniach zadzwonił do mnie, że konferencja odbędzie się dopiero w październiku, po wyborach do sejmu i senatu. Powiedział też, że sprawa mogła by odnieść większy skutek gdybym należał do stowarzyszenia. Po namyśle zgodziłem się pójść na zebranie Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”, żeby się zapisać. Wprowadzającym został mój znajomy, który jak się okazało pełni funkcję wiceprezesa Stowarzyszenia. Na zebranie wziąłem 10 wydrukowanych egzemplarzy mojej notki i rozdałem wśród przybyłych. Prezes Stowarzyszenia, profesor Andrzej Januszajtis poprosił mnie o krótkie przedstawienie się, a potem zapytał dlaczego chcę należeć do Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”. Powiedziałem, zgodnie z prawdą, że leży mi na sercu sprawa upamiętnienia Mieczysława Jałowieckiego. Wspomniałem o notkach na blogu „Szkoła Nawigatorów” i Coryllusie-inspiratorze. Po tym krótkim „egzaminie” zostałem członkiem Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”. Okazuje się, że w Stowarzyszeniu jest kilka osób doskonale znających Mieczysława Jałowieckiego i jego „trylogię”. Byli też tacy, którzy nie słyszeli o nim.

Jak można przeczytać w p. 1 Planu Pracy Zarządu Stowarzyszenia:

czyli trafiłem w „10” - nie chwaląc się wcale. Jak sprawa potoczy się dalej zobaczymy.

W poprzednim odcinku napisałem, że Mieczysław Jałowiecki złożył dymisję pod koniec roku 1920 i zamieszkał w majątku swojej żony pod Kaliszem. Poniżej fragment wspomnień zawartych w książce „Requiem dla ziemiaństwa” opisujący jakie trzeba spełnić warunki, żeby zostać Kaliszaninem:

Za prawdziwego Kaliszanina był uważany tylko ten, który zamieszkiwał ów powiat, uważany przez swoich mieszkańców za „pępek świata”. Chodzili wobec tego Kaliszanie po tym padole ziemskim opromienieni sławą, wzbudzając słuszną zazdrość wśród rzeszy ziemiańskiej osiadłej w sąsiednich powiatach.

Każdy chciałby stać się „Kaliszaninem” i zamieszkać w tym pięknym beztroskim, a gospodarnym kraju spod znaku „buraka i zająca”. Ale niełatwo było dostać się do Kaliskiego lub okupić się w Kaliskiem. Każdy bowiem trzymał się tu swojej wsi i swojego gniazda, gospodarował dobrze i intruzów nie wpuszczał. A gdy znalazł się jakiś szczęśliwiec, który nabył schedę w Kaliskiem, to nierychło był dopuszczany do „kompanii”, bo musiał zasłużyć na miano dobrego gospodarza, dobrego myśliwego i dobrego kompana. Bowiem ani mądrością, ani piękną wymową nie można było zaimponować Kaliszanom. Choćby się nawet posiadało wszystkie mądrości świata doczesnego i, używając miejscowego określenia „paprało się w ziemi”, a nie potrafiło zrulować szaraka defilującego na nagonce lub strejfie, a do tego miało się przy trunku słabą głowę i podle grało w brydża, to uzyskanie nobilitacji na prawdziwego Kaliszanina było niemożliwe, a taka osoba uważana byłaby za hetkę pętelkę.

Kaliszanie to nie tylko dobrzy gospodarze i myśliwi, ale także naród bitny. Chyba w żadnej innej dzielnicy całe ziemiaństwo tak dzielnie nie stanęło w szeregach walczących, bez względu na wiek i zdrowie, jak to zrobili Kaliszanie w czasach wojen bolszewickich.

Co trzeci Kaliszanin to kawaler Krzyża Walecznych, co dziesiąty to kawaler Virtuti Militari, a gdy po skończonej wojnie wschodnie województwa Królestwa pozostały bez inwentarza, bez nasienia siewnego, bez ludzi, to jedynie Kaliszanie zebrali się do kupy i z inicjatywy prezesa Wojciecha Wyganowskiego pospieszyli z pomocą. Całe pociągi z końmi, ziarnem, narzędziami i ludźmi zostały wysłane pod opieką nieocenionych włodarzy kaliskich hen, aż do ziemi łomżyńskiej.

https://4.bp.blogspot.com/-Ou35E_N_tKs/WuwzlfpKvgI/AAAAAAAABb4/bVdf4Qm4jZkB8PsKf6DAp00f7SivU-DmgCLcBGAs/s640/20180504_112151.jpg

Dwór w Kamieniu.

Jałowiecki wymienia zaprzyjaźnione dwory: majątek w Rożdzałach należący do państwa Suskich, oraz Tłokinia należąca do rodziny Ignacego Chrystowskiego.

Pałac w Tłokini gdzie odbyła się I Konferencja LUL 18 grudnia 2018 r.

Spojrzałem właśnie na wrześniowy miesięcznik Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”, gdy na okładce zauważyłem napis: „225 – lecie Conradinum”, a ja przecież ukończyłem tę szkołę, może nie 225 lat temu, ale jednak.

I dzięki temu mogłem, po spełnieniu pewnych formalności, uczestniczyć w uroczystościach, które rozpoczęły się mszą świętą odprawioną w Bazylice Mariackiej. Mszę celebrował biskup gdański Zbigniew Zieliński, również absolwent Conradinum; była też 100-letnia nauczycielka historii, którą pamiętam.

 

Po mszy został złożony wieniec na płycie nagrobnej znajdującej się w bazylice (w południowej nawie prezbiterium) fundatora szkoły, Karola Fryderyka von Conradiego.

 

Na zdjęciu po prawej obecny dyrektor „Conradinum”, Andrzej Butowski, w środku uczeń z ufundowaną gwiazdą wykonaną z miedzi i pokrytą 24 karatowym złotem, umieszczoną (później) na sklepieniu Bazyliki nad płytą nagrobną Conradiego.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rewers gwiazdy z dedykacją

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Z historii „Conradinum”:

W latach 1742-1798 żył ostatni z Conradich - Karol Fryderyk Conradi. Ponieważ nie miał potomstwa, a chciał utrwalić nazwisko rodowe dla potomnych, w 1794 roku spisał testament, na mocy którego cały swój majątek przeznaczył na Fundację imienia Karola Fryderyka Conradiego. Zadaniem Fundacji było utworzenie szkoły nazwanej przez testatora „Prowincjonalnym Instytutem Szkolnym i Wychowawczym im. Conradiego". Dzięki ogromnemu majątkowi (200 000 talarów w gotówce, 84 000 w papierach, 6 kamienic i spichlerzy w Gdańsku oraz bogate wioski: Bąkowo, Gołębiewo, Jankowo, Mokry Dwór i Dziewięć Włók) już 10 października 1801 roku w Jankowie otwarto zakład szkolno-wychowawczy, na którego czele stanął Rajnold Bernard Jachmann. uczeń i przyjaciel Immanuela Kanta. Uczniowie z ubogich rodzin uczyli się bezpłatnie, a niektórzy z nich otrzymywali stypendia.

W 1898 roku rozpoczęto budowę nowego gmachu szkoły w mieście ogrodzie, czyli we Wrzeszczu. Budynek w stylu neorenesansu holendersko-gdańskiego zaprojektował gdański architekt Otton Hugon Richard Schmidt (1859-1929). Prace budowlane trwały 21 miesięcy, a ich wykonawcą była firma budowlana należąca do architekta.

Uroczyste otwarcie nowej siedziby nastąpiło 17 października 1900 roku. Nowa siedziba Conradinum składała się z budynku szkoły, internatu, sali gimnastycznej, budynku sanitarnego oraz rozległego ogrodu.

Zabytkowa tablica nad wejściem do szkoły nazwa z trzema najważniejszymi datami w historii: 1794 - ufundowanie, 1801 - inauguracja i 1900 – nowa siedziba.

 

Conradinum we Wrzeszczu - jubileusz 100-lecia, wrzesień 1901 roku

Pomnik trwalszy od spiżu

W dużą nagrobną, płytę kamienną w posadzce Bazyliki wpasowana jest ozdobna tablica z brązu z napisem dużymi literami (w polskim tłumaczeniu): „Tu spoczywa Karol Fryderyk baron von Conradi, założyciel Conradinum i fundacji Conradiego. * 25 czerwca 1742 + 12 lipca 1798 r. w Gdańsku." Inskrypcję kończy cytat z Horacego: EXEGIT MONUMENTUM AERE PERENNIUS - wzniósł (u Horacego jest: „wzniosłem") pomnik trwalszy od spiżu czyli ufundował szkołę. Dziedziczny herb został nadany dziadkowi Karola Fryderyka Gotfrydowi przez Stanisława Leszczyńskiego. Od tego czasu mieli prawo dodawać sobie szlacheckie „von” przed nazwiskiem.

Trochę inny herb Conradich

W czerwonym polu trzy srebrne (złote) dzbanki

W polskiej heraldyce herb nosi nazwę Konrady. Przedstawia w czerwonym polu trzy srebrne (według niektórych autorów złote) dzbanki, w labrach (ozdoby nad tarczą) po prawej (heraldycznie, z punktu widzenia obserwatora po lewej) jest koronowany orzeł, przypominający stanisławowskiego, po lewej (prawej) jeszcze jeden dzbanek wewnątrz dwóch rogów lub trąb. Ten opis dotyczy herbu na płycie nagrobnej. Orzeł stanisławowski nie powinien dziwić, zmarły nosił godność podkomorzego króla Stanisława Augusta.

Po roku 1763 uzyskał od króla Stanisława Augusta Poniatowskiego tytuł szambelana.

Nie ma dziś w Gdańsku szkoły, która mogłaby dorównać tej tradycji (mogłaby „Jedynka”, dawna szkoła św. Piotra, która istniała już w 1436 roku. ale jakoś się od tego odżegnuje). Tym bardziej trzeba głosić jej chwałę. Niech nam żyje i rozkwita przez kolejne wieki!

Niniejszy szkic historyczny dedykuje autor, Andrzej Januszajtis, wszystkim Conradinowcom w dniu ich pięknego jubileuszu.

Moje szkolne wspomnienia

W szkole dla chłopców, która w okresie mojej nauki nazywała się Technikum Budowy Okrętów „Conradinum”, był rygor, mundurki, czapki, itd. Jak to wyglądało praktycznie? Pani od polskiego, któregoś ranka stanęła w wejściu do szkoły i mierzyła uczniom szerokość nogawki, która nie mogła być większa niż 20-25 cm. Kto miał szersze nogawki nie mógł wejść do szkoły! Trzeba pamiętać, że była wtedy moda na szerokie nogawki. Niektórzy mieli nogawki 30, 40 cm. Wyglądali jak „prawdziwi” marynarze! W modzie były też długie włosy. Jeśli u kogoś włosy dotykały kołnierza, nie miał wstępu do szkoły.

Matematyki i mechaniki uczyli nas przedwojenni nauczyciele, którzy mieli swoje wymagania. Mieli też swoje zdolności, które do dzisiaj pamiętam. Nauczyciel od mechaniki potrafił narysować kredą okrąg na tablicy odręcznie, bez cyrkla z taką precyzją, że my nie potrafiliśmy zatoczyć takiego dokładnego okręgu przy użyciu cyrkla! Uczyli nas wykładowcy z Politechniki Gdańskiej, a także z CBKO2 (Centralne Biuro Konstrukcji Okrętowych nr 2). Dyrektor CBKO2, który był naszym wychowawcą uczył elektryki. Każda lekcja zaczynała się od króciutkiej kartkóweczki, na którą składały się „niewinne zadania”, które doprowadzały nas do rozpaczy, przynajmniej początkowo. Zadania na pierwszy rzut oka były proste, ale miały jakiś haczyk. Celem tych kartkówek było nauczenie nas bardzo szybkiego rozwiązywania zadań. W codziennej technice nie ma czasu na długie dywagacje. Trzeba postawić problem, ułożyć rozwiązujący ten problem równanie, dokonać obliczenia i sprawdzić wynik praktycznie. I tego w końcu się nauczyliśmy. Byliśmy naprawdę biegli w opanowaniu podstaw elektrotechniki. Zadania były ciekawe. Często wzięte z życia, praktyczne. Nasz nauczyciel często wyjeżdżał do Moskwy na narady w ramach RWPG. Kiedyś zdradził nam tajemnicę, że nudził się lecąc do Moskwy i wpadł na pomysł, żeby tak dobrać dane wejściowe do równań, żeby wynik był zawsze liczbą całkowitą. Była to dla niego taka zabawa, łamigłówka liczbowa. Zanim zdradził nam sekret, wyczuwaliśmy, że wynik musi być prosty i całkowity i że nie był to przypadek. Jeśli wychodziło inaczej, trzeba było myśleć, żeby osiągnąć odpowiedni rezultat. Z czasem, po okrzepnięciu stało się to dla nas prawie jak zabawa w kotka i w myszkę!

 

Poprzednie odcinki:

http://andrzej-z-gdanska.szkolanawigatorow.pl/czy-mogo-nie-dojsc-do-wybuch-ii-wojny-swiatowej

http://andrzej-z-gdanska.szkolanawigatorow.pl/mieczysaw-jaowiecki-czowiek-ktory-kupi-westerplatte-dla-polski-ciag-dalszy

 

http://www.nasz.gdansk.pl

https://bazylikamariacka.gdansk.pl/225-lat-conradinum/

https://www.gdanskstrefa.com/karol-fryderyk-von-conradi/

http://www.nasz.gdansk.pl/category/e-nasz-gdansk-2019-r/

https://regionwielkopolskawsch.blogspot.com/2018/05/obraz-ziemianstwa-kaliskiego-we_13.html

 

 



tagi: mieczysław jałowiecki  nasz gdańsk  conradinum 

Andrzej-z-Gdanska
1 października 2019 19:23
8     715    7 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Paris @Andrzej-z-Gdanska
1 października 2019 22:11

Ciekawy wpis...

... zycze pomyslnej dzialalnosci w tym stowarzyszeniu i oby Pana zamierzenie wystawienia pomnika sp. Jalowieckiemu ziscilo sie  !!!

A propos "prywaty"...

... to do bardzo fajnej szkoly z tradycjami Pan chodzil, no i oczywiscie mial wielkie szczescie do dobrych nauczycieli... nie to co dzisiaj.

zaloguj się by móc komentować

humbelina @Andrzej-z-Gdanska
2 października 2019 03:49

Panie Andrzeju z Gdanska

cieszy mnie Pana entuzjazm dla Mieczyslawa Jalowieckiego, organizacji "Nasz Gdansk" no i Conradinum.  Jako wychowanek tej  znakomitej szkoly uczestniczyl Pan w  uroczystosciach 225 -lecia Conradinum, ktorym  to Pan nie poswiecil duzo miejsca, a co gorsze, zdjecie ;  

 "Mszę celebrował biskup gdański Zbigniew Zieliński, również absolwent Conradinum; była też 100-letnia nauczycielka historii, którą pamiętam."........  podpisal Pan niechlujnie.

Dlaczego niechlujnie? poniewaz  100 letnia nauczycielka historii (ktora Pan pamieta) ma swoje imie i nazwisko, pani profesor Janina Rokicka, jest jednym z najbardziej zasluzonych nauczycieli Conradinum, a takze wybitnym dzialaczem - historykiem na rzecz Gdanska i Kresow Wschodnich.

Wracajac do Mieczyslawa Jalowieckiego, zrobil Pan dla tej postaci bardzo duzo, a moze lepiej bylo by zainicjowac jakis wielki projekt wirtualny, z rewelacyjna strona, z dokumentami, zdjeciami, a potem film paradokumentalny, a potem...itd.

I dopiero na koncu pomnik ?

 

zaloguj się by móc komentować

Andrzej-z-Gdanska @Paris 1 października 2019 22:11
2 października 2019 07:41

Dziękuję za życzenia.

Po latach człowiek docenia , że tak powiem delikatnie, wymagających nauczycieli.  W czasie chodzenia do szkoły jest inaczej. W życiu nie ma nic "za darmo", a jeśli już coś robić to nie iść za bardzo "na łatwiznę".

zaloguj się by móc komentować

Andrzej-z-Gdanska @humbelina 2 października 2019 03:49
2 października 2019 08:13

Dziękuję za uznanie i krytyczne uwagi. Jak napisałem w tytule o "prywacie" nie chciałem za bardzo angażować czytelników, a jedynie wspomnieć o tej uroczystości. Blog nie zabrania takich notek, ale ogólnie cele są inne. Dlatego druga część wpisu o mojej szkole jest taka skromna.

Uroczystość była bardzo podniosła, dla mnie ważna, ale nie każdy bloger musi się entuzjazmować tym wydarzeniem. Było mnóstwo fotografów, była też migawka w lokalnej TV Gdańsk. Podałem linki, za którymi można, jeśli kogoś to interesuje, obejrzeć więcej i dowiedzieć się więcej.

O Pani profesor Rokickiej nie chciałem pisać więcej, żeby nie naruszać jej prywatności. Mam miłe wspomnienia z lekcjami historii, a zwłaszcza z referatem/opracowaniem, który każdy z nas musiał przygotować. Ja miałem temat dotyczący "D-day" czyli lądowania aliantów w Normandii. Poszedłem, chyba do biblioteki PAN i tam znalazłem sporo materiału. Referując temat w szkole nie było czasu, żeby o wszystkim powiedzieć co sobie przygotowałem.Sam temat bardzo mnie zainteresował, a przecież działo się tam sporo.

Dziękuję za interesujące podpowiedzi. Uważam, że pomnik jest bardzo ważny. Stojący pomnik na Westerplatte przypomni wszystkim odwiedzającym kim był Mieczysław Jałowiecki i co m. in. zrobił. Nie wyklucza to innych działań, które mogą, do pewnego stopnia, dziać się równolegle.

zaloguj się by móc komentować

Paris @Andrzej-z-Gdanska 2 października 2019 07:41
2 października 2019 09:58

Tak...

... szkole, nauczycieli, zdobyta wiedze to sie docenia dopiero po czasie... i zawsze w zyciu wymagac od siebie wiecej... chocby inni tego nie wymagali, bo  wszelka latwizna to wrog czlowieka  !!!

zaloguj się by móc komentować

Paris @Andrzej-z-Gdanska 2 października 2019 08:13
2 października 2019 10:01

Wlasnie tak, Panie Andrzeju...

... najpierw pomnik... a do tego inne dzialania rownolegle.  Zasluzyl sobie na niego sp. Jalowiecki i to solennie  !!!

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Andrzej-z-Gdanska
2 października 2019 13:07

Trzeba będzie też pomyśleć o Hipolicie Milewskim i jego grobie w Poznaniu

zaloguj się by móc komentować

Paris @gabriel-maciejewski 2 października 2019 13:07
2 października 2019 18:07

Dokladnie...

... wierzyc sie nie chce, ze to taka ruina dzis.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować